Biscotti z żurawiną i migdałami są moim odkryciem roku. Najlepszą dla nich recenzją jest chyba to, że od wczoraj zostały tylko okruszki. Pyszne i chrupiące, do podjadania solo lub w towarzystwie mleka, herbaty lub kawy. Biscotti to włoskie ciasteczka, zwane też cantuccini, podobne nieco do sucharków, dzięki dwukrotnemu pieczeniu. Zrobiłam podwójną porcję ( i na taką podwójną właśnie podaję przepis ), aby zachować nieco w słoiku … ale się nie udało :-).

 

IMG_6791

IMG_6794

 

Składniki:

    • 2 jajka
    • 140 g cukru pudru
    • skórka otarta ze średniej pomarańczy
    • 240 g mąki pszennej
    • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
    • 140 g całych migdałów ze skórką
    • 120 g suszonej żurawiny

 

IMG_6745

IMG_6752

IMG_6754

IMG_6758

IMG_6761

IMG_6765

IMG_6771

IMG_6772

IMG_6774

IMG_6776

IMG_6779

IMG_6788

IMG_6789

IMG_6795

 

Potrzebny nam będzie robot ( którego ja użyłam ) lub mikser. Do miski wbijamy 2 jajka i ubijamy je, aż zbieleją i staną się puszyste. Następnie dodajemy cukier puder i ponownie ubijamy, dość długo, bo około 10 minut, aż masa zgęstnieje i będzie lekka. To jest tajemnica udanych biscotti, więc warto się trochę pomęczyć :-).

 

Zmniejszamy obroty miksera na najwolniejsze i dokładamy skórkę z pomarańczy, i stopniowo, po troszkę dodajemy przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia. Nie możemy dać całej od razu, bo cała praca z ubijaniem jajek pójdzie na marne. Kiedy mąka jest dokładnie wmieszana w ciasto, wyłączamy mikser i dosypujemy migdały i żurawinę. Mieszamy delikatnie szpatułką. Ciasto będzie bardzo gęste i klejące.

 

Wykładamy blachę papierem do pieczenia i wylewamy ciasto mniej więcej po środku. Następnie mokrymi rękami ( zapobiegnie to przyklejaniu się rąk do ciasta ) formujemy około 2,5 cm placek. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni C na około 20 minut. Po wbiciu patyczka w ciasto, powinien być czysty po wyjęciu.

 

Następnie po wyjęciu z piekarnika pozwalamy ciastu odpocząć chwilę. Najlepiej zdjąć je z blachy aby mogło lekko ostygnąć. W tym czasie nie wyłączamy piekarnika, a blachę ponownie wykładamy papierem do pieczenia. Po około 5 minutach, kładziemy bochenek na deskę i kroimy zdecydowanymi, energicznymi ruchami w około 1 cm kromeczki ( radzę użyć ostrego, ząbkowanego noża do pieczywa ), które następnie układamy ponownie luźno na blaszce. Wstawiamy ponownie do pieca, opiekamy, aż się zrumienią i staną się chrupkie.

 

Po wyjęciu studzimy. Przechowujemy ( jeśli się uda ;-D ) w szczelnie zamkniętym słoiku lub puszce.

 

Smacznego !